Aktualności
Na terenie po byłych zakładach metalowych Łucznik działa 80 firm. Zatrudniają blisko 2 tysiące osób.
Przez niemal dwa tygodnie stały, bo nie miały zasilania. To dla nich katastrofa, bo terminy zawartych umów i kontraktów biegną. Wśród tych zakładów jest m.in. Fabryka Broni, która realizuje kontrakt dla wojska. A kontrahentom trudno wytłumaczyć, co jest przyczyną zwłoki. - W XXI wieku kontrahentom z Polski czy z zagranicy wydaje się to jakąś farsą. Oni nie wierzą, że jest to możliwe, aby w tych czasach, przez dwa tygodnie tylu ludzi, tyle przedsiębiorstw nie miało prądu – mówi przedsiębiorca, Cezary Brymora.
Właścicielem energetycznych linii przesyłowych jest prywatna firma. I to ją przedsiębiorcy winią. Gdyby mogli - zrezygnowaliby z jej usług. Ale na razie nie mogą. Bo na pomoc zakładu energetycznego też nie mają co liczyć. – O zasilenie z naszej sieci ubiegaliby się odbiorcy, którzy mają już zasilanie - mówi Wojciech Kurek prezes zarządu PGE ZEORK. Awarię usunięto po kilkunastu dniach. To nie był pierwszy raz, kiedy wstrzymano dostawy prądu do zakładów. - Te awarie od pewnego czasu są regularne więc co kilka miesięcy mamy kilka dni przestoju, a nie mamy gwarancji no to, że więcej przestojów nie będzie - twierdzi Waldemar Oławski, przedsiębiorca. Właściciele firm zwrócili się z prośbą o pomoc do władz miasta, radnych i do wojewody. - Każdy z tych przedsiębiorców powinien zawiadomić Urząd Regulacji Energetyki o tym, że warunki koncesji nie zostały wypełnione i poczekać na postępowanie URE, które wyjaśni czy koncesja została właściwie zrealizowana czy też nie – informuje Dariusz Piątek, wicewojewoda mazowiecki. Sprawę awarii wyjaśnia prokuratura. Doniesienie złożyła firma dostarczająca energię. Chodzi m.in. o pożar transformatora. - Miało dojść do uszkodzenia linii energetycznej jak również kradzieży mienia, do zacierania śladów, które zdaniem zgłaszającego stanowiły przestępstwo – tłumaczy Małgorzata Chrabąszcz z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Do tej pory przy awariach dostawca prądu i sami przedsiębiorcy ratowali się agregatami. Ale to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Poszkodowani będą chcieli dochodzić odszkodowania.
Dziś po raz kolejny przedsiębiorcy, władze miasta i wojewoda rozmawiali o tym problemie. Ale – jak poinformował nas Cezary Brymora – spotkanie nie przyniosło konkretnych rozwiązań kłopotu.























