Aktualności
Mieszkańcy ulicy Czarnej skarżą wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich do Sadu Najwyższego. Bo podczas wyborów mogli oddać głos jako mieszkańcy ulicy Czarnej. Podczas wyborów ulica istniała, a przed – jak wynika z pisma otrzymanego wcześniej od władz miasta – Czarna nie istniała. Dlaczego więc ulica Czarna raz jest, a raz jej nie ma? - pytają mieszkańcy. To jedyny protest wyborczy z regionu radomskiego.Od kilku już lat mieszkańcy z Czarnej walczą o to, żeby pełna dziur, kałuż, znajdująca się prawie w centrum miasta ulica stała się... prawdziwą ulicą. Na razie walka nie przynosi efektów. Mieszkańcy rozkładają ręce, ale ich nie załamują. Tym razem postanowili zaskarżyć wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich do Sądu Najwyższego. Pismo z protestem wysłali do Sądu i Państwowej Komisji Wyborczej. Także do władz miasta. - Zapytaliśmy pana prezydenta Andrzeja Kosztowniaka na jakiej podstawie ulica Czarna istniała w dwóch obwodach wyborczych - mówi Tadeusz Tymirski, lokator z Czarnej. - To władze miasta organizowały wybory. Chcemy zatem wiedzieć dlaczego teraz ulica Czarna istnieje? – dodaje.
Istnieje, czy istniała? I dlaczego raz jest, a raz jej nie ma? – pytają mieszkańcy. I przypominają pismo, które wcześniej otrzymali od władz Radomia. - Władze w przesłanym oświadczeniu stwierdziły wcześniej, że Czarna w ogóle nie istnieje – twierdzi Tymirski. - Wiec chyba kiedy jest taka potrzeba, kiedy są wybory, kiedy trzeba ściągnąć podatki to ulica funkcjonuje. Kiedy my prosimy o pomoc – tej ulicy nie ma. Tak myślimy – mówi Tadeusz Tymirski. Pismo z protestem trafiło już do Sądu Najwyższego. Sąd poprosił o zajęcie stanowiska w tej sprawie okręgową komisję wyborczą w Radomiu. Komisja stanowisko zajęła. – To, o czym piszą w proteście mieszkańcy nie miało wpływu na wyniki i sam przebieg wyborów – mówi przewodniczący komisji, Grzegorz Wójtowicz. - Nie stwierdziliśmy także naruszenia praw wyborczych mieszkańców – dodaje. Stanowisko zostało już przesłane do sądu. Także mieszkańcy ulicy Czarnej otrzymali odpowiedź. Ten protest były jedynym protestem wyborczym złożonym w regionie radomskim. W ten sposób mieszkańcy po raz kolejny przypominają o swoich problemach. - Mamy tu tragiczne warunki. Nie ma kanalizacji, nie ma normalnej drogi, brakuje oświetlenia - wylicza
Wiktor Płusa. - Jest tu bardzo niebezpiecznie. Niejednokrotnie zdarzały się napady – dodaje. Mieszkańcy już od kilku lat chcą rozwiązania tych kłopotów. Problemem są jednak nieuregulowane kwestie własności. Część tych terenów jest we władaniu PKP. Lokatorzy z Czarnej wielokrotnie interweniowali u władz miasta. Przypominają, że są przecież mieszkańcami Radomia, wypełniają obywatelskie obowiązki i chcą, aby to miasto wybudowało im drogę. Miasto na początku tłumaczyło, że nie może inwestować na nie swoim gruncie. Potem coś jednak drgnęło. PKP zgodziły się na przekazanie części działek potrzebnych pod budowę drogi. W połowie marca – jak informowali nas mieszkańcy – PKP przekazały władzom Radomia propozycję wydzielenia terenu pod budowę ulicy. Do tej pory mieszkańcy z Czarnej nie otrzymali żadnych informacji o dalszych planach związanych z ewentualną przebudową drogi.






























