Aktualności
Od soboty są już w domu radomscy strażacy, którzy brali udział w akcji gaszenia pożarów pod Moskwą. Z ogniem w podmoskiewskich lasach walczyli przez dwa tygodnie. Jak mówią udział w tej akcji dał im doświadczenie, jakiego w kraju nigdy by nie zdobyli. Polska grupa ratownicza wysłana na pomoc Rosjanom liczyła blisko 160 strażaków. Wśród nich było 9 strażaków z Radomia. Wszyscy otrzymali medale za pomoc i zaangażowanie. Najgorsze były pierwsze trzy dni – mówią strażacy. - Nigdy nie było wiadomo co może się wydarzyć. Tu drzewa się walą, tam wiaterek i pytanie czy pożar dojdzie do nas, nie dojdzie? - wspomina starszy ogniomistrz Tomasz Rzeszut. W Rosji takich pożarów jak ostatnio nie było od lat. - Tam co rok jest ludzie walczą z ogniem. Jednak do tej pory natura jakoś do dozowała. Tym razem skala pożarów była ogromna – opowiada st. strażak Damian Ruszczyński. - Ostatnie tak duże pożary odnotowano w Rosji 1972 roku – dodaje inny radomski strażak.
Radomianie pojechali na pomoc z własnym sprzętem. Jak okazało się na miejscu dużo lepszym niż ten, którym dysponują strażacy rosyjscy. - Tam nas koledzy po fachu też mają ogromne serce i chęć walki. Nie maja jednak czym walczyć. My dysponujemy lepszym wyposażeniem – twierdzi Damian Ruszczyński. Problemów ze sprzętem radomscy strażacy nie mieli, a jeśli już to niewielkie. Przeszkód jednak nie brakowało. - Najgorsze były bardzo wysokie temperatury, zbyt mała ilość zbiorników z wodą i trudny dostęp do pożarów – wylicza strażak Artur Błach. - Tak olbrzymich, zalesionych terenów nie widzieliśmy. Nawet jak jechaliśmy to przez całą drogę z obu stron ciągnęły się same lasy – opowiada.
Problemem był także dym unoszący się nad samą Moskwą i nad terenami leżącymi w odległości nawet kilkuset kilometrów od stolicy Rosji.
- Dym był już dużo mniejszy jak wyjeżdżaliśmy – opowiadali strażacy. O pomagających radomianach mówiono w telewizji. Pisały o nich także rosyjskie gazety. Za pomoc i zaangażowanie podziękowaniom nie było końca. Każdy dziękował jak mógł. - Mieszkańcy częstowali nas nawet suszonymi rybkami, sprzedawanymi na straganach. Nie były jednak smaczne – śmieje się Tomasz Rzeszut. Ale nie smak, a gest się liczył. Wszyscy strażacy z naszego miasta otrzymali medale za pomoc i zaangażowanie. Młodszy aspirant Artur Bendarczyk jako jedyny z radomskiej grupy otrzymał dwa odznaczenia. Pan Artur pracuje jako strażak od 14 lat. Nie wahał się z podjęciem decyzji o wyjeździe do Rosji. - Zdecydowałem się natychmiast po tym, jak otrzymałem telefon – mówi Artur Bednarczyk. Pojechali sami ochotnicy. Mimo ogromnego ryzyka. Wrócili na szczęście cali i zdrowi. Z dużym bagażem doświadczeń. - Zdobyliśmy ogromne doświadczenie. W powiecie radomskim nie ma takich pożarów, jakie spotkaliśmy w Rosji - mówi młodszy kapitan Wojciech Burkiewicz. - W razie potrzeby 998 – proszę dzwonić. Tym bardziej, że teraz potrafimy jeszcze więcej – żartowali strażacy. Jednak oby tych doświadczeń nie trzeba było już wykorzystywać – życzyli dziennikarze obecni na spotkaniu z radomskimi strażakami.






























